Warto posłuchać żeby wchłonąć trochę bluesowego feelingu.
Archive for August, 2011
Kiedy zaczynamy zajmować się czymś nowym (muzyką czy też czymkolwiek innym np dzierganiem:)) jesteśmy jak kawałek gliny z którego być może będzie garnek….jak dobrze pójdzie:)
Według mnie muzyka jest podobna do języka. Klasyka to niemiecki:) a jazz niech będzie melodyjnym angielskim (z akcentem amerykańskim czarnoskórych przyjaciół)
W takim razie jazzu nauczymy się podobnie do języka, czyli POWTARZAJĄC.
Na początku drogi nikt nie zajmuje się słowotwórstwem i tworzeniem nowych frazeologizmów tylko powtarza proste formuły: My name is Gienia. W taki sam sposób uczmy się jazzu. Słuchając gigantów i powtarzając ich frazy jak dziecko pierwsze słowa(czasami z seplenieniem i bez akcentu:)
Fachowo nazwiemy to transkrypcjami:) Czyli: wycinamy z życia 30 godzin i słuchamy jednego solo do oporu. Według Davida Liebmana należy najpierw nauczyć się na pamięć śpiewać zanim zaczniemy cokolwiek grać na instrumencie. Jednak wtedy 30 h nie wystarczy i potrzebujemy 100. Osobiście nigdy nie nauczyłam się śpiewać sola przed graniem, przeważnie uczyłam się go w trakcie powtarzania fraz na flecie po 100 razy. Przyznam jednak, że Liebman jest genialny i pewnie i w tym momencie ma racje, więc jeśli wystarczy Ci cierpliwości to idź na radą Davida.
I powtarzamy. Fraza za frazą, najpierw w wolnym tempie (bez oryginalnego nagrania) a potem już razem z muzyką.
Zadanie jest dobrze wykonane, kiedy potrafimy zagrać solo IDENTYCZNIE jak na nagraniu. Zachowując artykulacje, time, frazowanie, dynamikę…. wszystko. Nasze granie ma być jakby odbiciem w lustrze sola jakiegoś giganta.
Tylko jak wybrać solówki, które są najlepsze i do tego dopasowane do naszego poziomu?
Prawdą jest, że nie wszystko co zostało zarejestrowane na płytach jest genialne i warte poświęcenia mu 100 godzin. Nie wszystko co zagrał Parker czy Miles jest udane. Bądźmy krytyczni i wybierajmy sola, które są tego na prawdę warte, a do tego podobają się nam. Nie ma gorszej męki niż spędzić miesiąc na słuchaniu solówki, której nie trawimy.
Mam nadzieję, że wstęp do pracy z transkrypcjami mamy już za sobą. Zachęcam do szukania, kopania w YouTube, a jeśli nie uda Ci się na nic zdecydować to w najbliższym czasie zamieszczę tu jakaś moją propozycję na początek. A na początek warto kopać w bluesach, gdzie ani tempo ani skomplikowana harmonia na wstępie nas nie zniechęci.
Powodzenia!
Gdybym mogła udzielić tylko jednej jedynej rady muzykom, którzy zaczynają grać jazz brzmiała by ona: Graj co chcesz byle z jazzową artykulacją. Być może brzmi to dość ryzykownie i kategorycznie ale z obserwacji wynika, że to pierwsza z tysiąca najważniejszych rzeczy jeśli chcesz grać jazz na flecie:) Później przyjdzie czas na 999 pozostałych problemów, ale od dzisiaj najważniejsza jest artykulacja.
Od razu nasuwa się pytanie: co to jest jazzowa artykulacja na flecie?
Hmm jak to napisać. Najlepiej będzie obrazowo. Wyobraźmy sobie, że klasyczne staccato waży 10 kg. Jazzowe non legato waży 70 kg a bluesowe non legato 100kg. Albo inaczej. Klasyczna artykulacja to piłeczka do ping-ponga, w szybkich swingach non legato to duża dmuchana piłka, a w leniwym bluesie piłka lekarska (pamiętacie jeszcze rzuty na wuefie?:))
Nasuwa się kolejne pytanie: ale jak wykonać to technicznie?
Portato będzie naszym punktem wyjścia. Aby przestawić swój język przyzwyczajony do pracy klasycznej (blisko zębów) polecam grać wszystko co się gra (szczególnie skale) ociężale, z językiem maksymalnie cofniętym, artykułując głoskami na da-ga lub jak poleca mój Profesor du-bi. Polecam grać RÓWNE ósemki absolutnie wystrzegając się rytmu punktowanego (owszem usłyszymy tego rodzaju artykulacje jazzową w latach 20 i 30stych ale teraz jest to już niedopuszczalne:)). Najlepiej kiedy nasza gra wyda nam się trochę niedbała z lekkim opóźnieniem….ale to time’u dojdziemy kiedy indziej.
Życzę wytrwałości w wierceniu(jak to inni nazywają “ćwiczeniu” ale według mnie nie oddaje to słowo pełni wysiłku i wytrwałości jakiej potrzebujemy aby coś wywiercić (wyćwiczyć))