Archive for the ‘ Jazz ’ Category

Praca magisterska- START:)

Powoli kończy się listopad, czyli najwyższy czas oficjalnie zakończyć sezon wakacyjny 2011 i zabrać się do roboty. W tym wypadku do pracy magisterskiej. Jej temat brzmi : “Krzysztof Popek- flecista, kompozytor, producent”. Po pierwszym spotkaniu z Krzysztofem Popkiem jestem pełna zapału i entuzjazmu nie tylko do pisania ale też do ćwiczenia według wytycznych “podmiotu” moich badań naukowych:)

Jakaś część mojej rozmowy z Krzysztofem pojawi się pewnie wkrótce w formie mini wywiadu ale już dzisiaj chcę się podzielić jedną myślą.

Jeśli chcesz grać tak dobrze jak Krzysztof Popek proponuje ćwiczyć tak jak on czyli

*CODZIENNIE

*bez pójścia na skróty ( bez ominięcia 3 h rozgrzewki z długich dźwięków i wszystkich skal)

*pedantycznie- gramy wszystko w maksymalnym skupieniu, powtarzając wszystko co nie wyszło do momentu aż sie uda:)

Tyle inspirujących myśli na dzisiaj. Zapraszam niebawem do lektury wywiadu z moim Mistrzem a teraz conieco do posłuchania:)

Krzysztof Popek Estate

Ćwiczenie we wszystkich tonacjach? Czy warto?

Po przerwie urlopowej znów wracam do pisania. Zapraszam do lektury:)

Spotkałam kiedyś kogoś, kto twierdził, że nie ma już rzeczy do wyćwiczenia.Po prostu już w życiu poćwiczył, już nie musi:) Dość zabawne stwierdzenie prawda? Ale gdyby kiedykolwiek przyszło Ci do głowy, że już chyba nie ma sensu ćwiczyć jakiegoś standardu bo już go umiesz to szybko uderz się czymś ciężkim w głowę i przeczytaj ten post jeszcze raz:)

Istnieje pewien pogląd na ćwiczenie poszczególnych utworów, który zakłada, że powinno się umieć swobodnie przetransponować utwór przez całe koło kwintowe. Może w przypadku bluesa nie jest to zdobycie Everestu, ale gdyby tak każdy standard grać w 12 tonacjach? Donna Lee, Giant steps, Hallucinations,  Mo’Joe….to już brzmi groźnie. I to nie chodzi tylko o temat ale o improwizację w każdym z wariantów, tak by żadna z tonacji nie była kulawa.

Pojawia się pytanie: czy warto wykrwawiać się, spędzać długie godziny na dłubaniu w jednym numerze, kiedy w tym samym czasie można by nauczyć się połowy realbooka? Odpowiedź brzmi: warto:) Może nie chodzi o każdy utwór jaki gramy, ale o kilka które już wyrobią umiejętność szybszego transponowania. Warto też pomyśleć o sytuacji w której mamy zagrać joba z pianistą, który ze względów ideologicznych nie gra niczego w Eb :) ) co wtedy? schodzimy ze sceny i płaczemy w szatni czy z uśmiechem jockera wycinamy dany numer sekunde wyżej :) troche żart a trochę nie:)

Na początek moja propozycja ćwiczenia we wszystkich tonacjach.

1. Uczymy się wszystkich skal:)

2. Gramy bluesa we wszystkich tonacjach (podkłady dostępne w Aebersoldzie wiec jest łatwiej)

3. Gramy prosty numer typu Solar po całym kole kwintowym

4. Czujemy się wspaniale i w nagrodę idziemy do kina:)

Ćwiczenia, które wydają nam się za trudne, często nazywamy głupimi i bezsensownymi. Jednak sensem ćwiczenia jest to, by grać rzeczy których nie umiemy, a nie te które są wygodne :)

W tym miejscu chciałabym też oddać hołd mojemu Bratu – świetnemu basiście, który jest mistrzem w wymyślaniu torturujących ćwiczeń. Dlatego też z uporem maniaka od lat ćwiczy Giant Steps we wszystkich tonacjach, coraz szybciej i szybciej….

Posłuchaj Stittowego bluesa:)

Warto posłuchać żeby wchłonąć trochę bluesowego feelingu.

Co zrobić żeby lepiej grać?

Kiedy zaczynamy zajmować się czymś nowym (muzyką czy też czymkolwiek innym np dzierganiem:)) jesteśmy jak kawałek gliny z którego być może będzie garnek….jak dobrze pójdzie:)

Według mnie muzyka jest podobna do języka. Klasyka to niemiecki:) a jazz niech będzie melodyjnym angielskim (z akcentem amerykańskim czarnoskórych przyjaciół) :) W takim razie jazzu nauczymy się podobnie do języka, czyli POWTARZAJĄC.

Na początku drogi nikt nie zajmuje się słowotwórstwem i tworzeniem nowych frazeologizmów tylko powtarza proste formuły: My name is Gienia. W taki sam sposób uczmy się jazzu. Słuchając gigantów i powtarzając ich frazy jak dziecko pierwsze słowa(czasami z seplenieniem i bez akcentu:)

Fachowo nazwiemy to transkrypcjami:) Czyli: wycinamy z życia 30 godzin i  słuchamy jednego solo do oporu. Według Davida Liebmana należy najpierw nauczyć się na pamięć śpiewać zanim zaczniemy cokolwiek grać na instrumencie. Jednak wtedy 30 h nie wystarczy i potrzebujemy 100. Osobiście nigdy nie nauczyłam się śpiewać sola przed graniem, przeważnie uczyłam się go w trakcie powtarzania fraz na flecie po 100 razy. Przyznam jednak, że Liebman jest genialny i pewnie i w tym momencie ma racje, więc jeśli wystarczy Ci cierpliwości to idź na radą Davida.

I powtarzamy. Fraza za frazą, najpierw w wolnym tempie (bez oryginalnego nagrania) a potem już razem z muzyką.

Zadanie jest dobrze wykonane, kiedy potrafimy zagrać solo IDENTYCZNIE jak na nagraniu. Zachowując artykulacje, time, frazowanie, dynamikę…. wszystko. Nasze granie ma być jakby odbiciem w lustrze sola jakiegoś giganta.

Tylko jak wybrać solówki, które są najlepsze i do tego dopasowane do naszego poziomu?

Prawdą jest, że nie wszystko co zostało zarejestrowane na płytach jest genialne i warte poświęcenia mu 100 godzin. Nie wszystko co zagrał Parker czy Miles jest udane. Bądźmy krytyczni i wybierajmy sola, które są tego na prawdę warte, a do tego podobają się nam. Nie ma gorszej męki niż spędzić miesiąc na słuchaniu solówki, której nie trawimy.

Mam nadzieję, że wstęp do pracy z transkrypcjami mamy już za sobą. Zachęcam do szukania, kopania w YouTube, a jeśli nie uda Ci się na nic zdecydować to w najbliższym czasie zamieszczę tu jakaś moją propozycję na początek. A na początek warto kopać w bluesach, gdzie ani tempo ani skomplikowana harmonia na wstępie nas nie zniechęci.

Powodzenia!

first things first:)

Gdybym mogła udzielić tylko jednej jedynej rady muzykom, którzy zaczynają grać jazz brzmiała by ona: Graj co chcesz byle z jazzową artykulacją. Być może brzmi to dość ryzykownie i kategorycznie ale  z obserwacji wynika, że to pierwsza z tysiąca najważniejszych rzeczy jeśli chcesz grać jazz na flecie:) Później przyjdzie czas na 999 pozostałych problemów, ale od dzisiaj najważniejsza jest  artykulacja.

Od razu nasuwa się pytanie: co to jest jazzowa artykulacja na flecie?

Hmm jak to napisać. Najlepiej będzie obrazowo. Wyobraźmy sobie, że klasyczne staccato waży 10 kg. Jazzowe non legato waży 70 kg a bluesowe non legato 100kg. Albo inaczej. Klasyczna artykulacja to piłeczka do ping-ponga, w szybkich swingach non legato to duża dmuchana piłka, a w leniwym bluesie piłka lekarska (pamiętacie jeszcze rzuty na wuefie?:))

Nasuwa się kolejne pytanie: ale jak wykonać to technicznie?

Portato będzie naszym punktem wyjścia. Aby przestawić swój język przyzwyczajony do pracy klasycznej (blisko zębów) polecam grać wszystko co się gra (szczególnie skale) ociężale, z językiem maksymalnie cofniętym, artykułując głoskami na da-ga lub jak poleca mój Profesor du-bi. Polecam grać RÓWNE ósemki absolutnie wystrzegając się rytmu punktowanego (owszem usłyszymy tego rodzaju artykulacje jazzową w latach 20 i 30stych ale teraz jest to już niedopuszczalne:)). Najlepiej kiedy nasza gra wyda nam się trochę niedbała z lekkim opóźnieniem….ale to time’u dojdziemy kiedy indziej.

Życzę wytrwałości w wierceniu(jak to inni nazywają “ćwiczeniu” ale według mnie nie oddaje to słowo pełni wysiłku i wytrwałości jakiej potrzebujemy aby coś wywiercić (wyćwiczyć)) :)

No to zaczynamy

No to zaczynamy. Pierwszy wpis.